Tłok, muldy, miliardy wydane na zjazdy - to właśnie z tym kojarzyły mi się zawsze narty w Polsce. No cóż... biednej studentki nie stać było na narty w Alpach czy Dolomitach. Nic bardziej mylnego!
Wiele
osób uważa, że narty za granicą muszą być drogie. Dodatkowo jak tam
dojechać? Możliwe, że nie macie samochodów przystosowanych do wyprawy w
góry lub podobnie jak ja w ogóle nie macie samochodów :) Pewnego roku powiedziałam sobie "koniec tego! W tym roku na narty do Austrii!"
- Długość pobytu: 5 dni (3 dni aktywnej jazdy na nartach)
- Koszt: 1 086 zł za osobę (dojazd, nocleg, zjazdy)
Zaczęłam
wertować blogi i oferty w internecie. Samolot odpadał. Nie mogłam
znaleźć oferty na samolot, która obejmowałaby dużą ilość bagażu
wliczonego w cenę na kurtki, spodnie i swetry oraz taką, która
obejmowałaby sprzęt.
W końcu się udało! :) znalazłam świetne połączenie Warszawa - Villach! Pociągiem! :)
Niestety
jeszcze kiedyś był to pociąg bezpośredni relacji właśnie Warszawa-
Villach. Teraz niestety trzeba przesiąść się w Wiedniu, ale i tak jest
to fajna opcja na zimowe szaleństwo w rozsądnej cenie:)
Bilety
kupiliśmy w 60 dniowej przedsprzedaży na Dworcu Centralnym w Warszawie w
biurze PKP Intercity. Rok temu niestety zmieniły się zasady (na
połączenie z przesiadką w Wiedniu) i w Warszawie opłacało się kupić
bilety tylko na trasę Warszawa - Wiedeń, Wiedeń-Warszawa. Zapłaciliśmy
za nie 245 zł od osoby. Bilety na trasie Wiedeń-Villach-Wiedeń kupiliśmy
za 191zł na
stronie austryjackiego "PKP"
Łączny koszt za dojazd wyszedł nas 436 zł osoba.
A
pociąg wyglądał baaardzo przyzwoicie. Zresztą mogliśmy na spokojnie
sobie spać, jeść, grać a także łyknąć coś mocniejszego i nikt nie był na
straconej pozycji :)
Już słyszę głosy z Waszej strony, że
bardziej opłaca się samochodami itp. Tak jak napisałam powyżej jest to
opcja dla osób które nie mają samochodów. Zresztą... przy 6 osobach
trzeba by było dwa samochody, dwa razy autostrady plus benzynę. Także
też trochę by wyszło. Dodatkowo ja po prostu nienawidzę podróżować
samochodami więc jest jak jest :)
A jak z zakwaterowaniem?
Ponieważ
było nas aż 6 osób, a chcieliśmy być wszyscy razem, z zakwaterowaniem
też nie było łatwo. Na airbnb.pl tym razem nie mogłam znaleźć dobrych
ofert. Po raz pierwszy skorzystałam z serwisu
tiscover.com i udało sie znaleźć lokum poniżej.
 |
Jedna z trzech sypialni w naszym mieszkanku |
|
|
O ile do portalu nie
miałam za bardzo zaufania - nie podobał mi się interfejs, sposób
komunikowania i płatności, to lokalizacja na miejscu okazała się bardzo
przyzwoita. Do dyspozycji mieliśmy trzy sypialnie kuchnię i łazienkę
oraz miejsce na sprzęt. Zdecydowanie polecam Haus Iskric. Bardzo
sympatyczni ludzie, dodatkowo przyjechali po nas dwoma samochodami na
dworzec. Problem jaki się niestety pojawił to bariera językowa (oni ni
huhu po angielsku a ja ni huhu po niemiecku). Ale daliśmy radę na migi
:)
Łączny koszt za 4 noce to 150 zł za osobę.
Można
oczywiście poszukać noclegów na airbnb.pl - jeżeli jedziecie mniejszą
grupą np. 4 osób (rok wcześniej udało się nam znaleźć super nocleg za 30
pln/os/noc, ale to właśnie przy 4 osobach. Przy 6 osobach musieliśmy
szukać już na innych portalach.
Mamy już dojazd, mamy noclegi. Czego brakuje? Zjazdów! :)
Ale
zanim do tego dojdę,
najpierw o samym Villach.
Villach to mała mieścinka
na granicy Włoch, Austrii i Słowenii. Miasteczko maleńkie - ma parę
pubów, restauracji, gdzie można popróbować lokalnej kuchni, jednak za wiele
atrakcji tam nie ma... Kto jednak szukałby atrakcji poza stokiem
narciarskim, kiedy podczas dnia człowiek wyszaleje się tak, że jedyne na
co ma ochotę to sen :)
 |
Lodowisko w Villach |
My wieczorami wychodziliśmy
sobie na krótkie spacerki wpadaliśmy na regionalnego Villacher'a i
wracaliśmy do domu i tyle nam wystarczało.
Stoki -żadnych tłoków - czysta frajda z jazdy
Na
nartach jeżdżę od parunastu lat. Lubię sobie troszkę poszaleć, ale bez
przesady. Villach to pierwsze miejsce poza Polską do którego udałam się
na narty. Kompleks narciarski
Gerlitzen
to kompleks, moim zdaniem, dla każdego - i dla rodzin z dziećmi, i dla
wesołej ekipy chcącej sobie pośmigać (na jednym ze szlaków umieszczono
pomiar prędkości zjazdu co sprawiło nam wielką frajdę). Stoki o różnym
poziomie trudności.
 |
Jeden ze stoków Gerlitzen |
 |
Widok ze szczytu Gerlitzen |
Dodatkowym plusem jest to, że na stok
dowożą darmowe busy, których przystanki są porozstawiane nie tylko po
Villach, ale także okolicznych miejscowościach, co pozwala na
zaoszczędzenie dodatkowej gotówki.
A jak ceny? Nas
obejmowały jeszcze studenckie zniżki. Na dzień dzisiejszy 3 dniowy
skipass kosztuje 124 EUR czyli około 500 zł. Może się zdawać, że w
porównaniu np. z naszą Polską Białką Tatrzańską jest to drogo (obecnie
na Kotelnicy trzydniowy karnet to 250 PLN). Jednak komfort jazdy o niebo
lepszy - świetnie przygotowane stoki, dłuższy czas jazdy i przede
wszystkim
MAŁE KOLEJKI LUB ICH BRAK.
Dzięki temu jesteśmy w
stanie zjechać dwa lub trzy razy więcej nic w Polsce (no mnie coś
strzełało jak musiałam na wjazd wyciągiem na górę w Białce czekać 45
minut - tutaj czeka się co najwyżej 5 min i to w "gorących godzinach")
A co z jedzeniem?
Jedzonko
zabraliśmy z Polski, żeby było taniej. Robiliśmy sobie proste dania
makarony z sosem, ryż po chińsku. Na naszej kwaterze mieliśmy warunki
żeby gotować... więc gotowaliśmy :) Oczywiście jeżeli ktoś chce się
stołować na stoku to musi się liczyć z większymi kosztami. My chcieliśmy
po taniości więc na stoku jedliśmy sporadycznie.
No to chyba tyle Wam chciałam przekazać. Gdybym czegoś tutaj nie zawarła, a mielibyście pytania to piszcie z chęcią pomogę :)
Piąteczka:)!